observator

Botoks moim drugim ja

Wena Botoksowa

Dla botoksu wszystko zrobię

Do salonu kosmetycznego ścieżką biegę, gdzie koneserów urody jest duża legenda. W witrynie szyld migocze, złoty, niczym śnieg, w środku zapach lawendy i wanilii się rozprzestrzenia.

Pani Krysia, kosmetyczka, w kitlu białym jak mgła, uśmiecha się profesjonalnie, prowadzi mnie do tronu. "Kochanie, zmarszczki twoje jak mapy świata tkwią, dziś je wygładzim, wrócisz do młodości korony!"

Kładę się na fotelu, miękkim jak obłoków puch, na twarz mi krem numeryjny nakłada dłońmi wprawnymi. "To botoks, cud współczesny, nie bój się, to nie duch, zmarszczki znikną jak sen, będziesz olśniewać blaskami!"

Igła sunie delikatnie, jak motyli taniec w zwicie, w czoło, w kąciki ust, gdzie śmiech zostawił swe ślady. "To nie boli, kochanie, to jest jak musu dotknięcie, efekt – gładkość porcelany, świeżość wiosennej kaskady!"

Po zabiegu w lustro patrzę z zaciekawieniem w oku, moja twarz – tafla jeziora, gdy wiatr przestanie wiać. Żadnej zmarszczki, żadnej bruzdy, żadnego zmartwienia śladu, skóra napięta, gładka, lśniąca, zaczyna w słońcu jaśnieć.

Lecz gdy chcę się uśmiechnąć, coś dziwnego się przytrafia, moje czoło nie marszczy się, usta w półuśmiechu trwają. Emocje, co zwykle tańczyły jak w teatrze żywiołów, teraz są jak posągi, co w milczeniu trwają.

W domu mąż na mnie patrzy, głowę kręci ze zdziwieniem: "Kochanie, piękna jesteś, lecz twarz jak maskę ma... Gdzie te kurze łapki, co przy śmiechu mrużyłaś? Gdzie ta zmarszczka na czole, gdy się gniewałaś, ha?"

Przy obiedzie chcę się zirytować, gdy sos opada na obrus, lecz moje brwi nieruchome, spokój na twarzy gości. Dzieci opowiadają żarty, dawniej śmiałabym się do łez, teraz uśmiech elegancki, kontrolowany w każdej mojej cząstce.

Nocą patrzę w lustro, dotykam twarzy dłonią, gładka jak jedwab, doskonała jak z marzeń obraz. Lecz czuję dziwną pustkę, tęsknotę za tym, co minęło, za tymi zmarszczkami, co były życia mym śladem.

Bo zmarszczka przy oku – to nie tylko starości znamię, to ślad po uśmiechach, co poranne rozświetlały dni. Bruzda na czole – to nie wada, nie kalectwo, to mapa przemyśleń, trosk, które w sercu tkwi.

Teraz twarz mam gładką, młodzieńczą, idealną, lecz czasem w lustrze widzę obcą osobę, nie siebie. Bo piękno to nie tylko brak zmarszczek, gładkość wieczna, to także ślady przeżytych lat, co nosimy w sobie.

O botoksie słów jeszcze kilka

Więc botoks może zmarszczki z twarzy usunie, wygładzi, lecz nie wymaże historii, co w naszych sercach trwa. I może warto czasem te znaki czasu przyjąć, jak medale, co życie nam za doświadczenia da.

Następnym razem, zamiast igieł i serum cudu, wybiorę może krem nawilżający, zwykły masaż twarzy. Bo piękno prawdziwe to nie maska, nie iluzja, to światło, co z wnętrza promieniuje, w każdym wieku się zdarzy.

Lecz jeśli znów do salonu kiedyś zawitam, by zmarszczki botoksem wygnać precz jak gości niechcianych, to nie dla tego, by młodszą się stać o lata, lecz by twarz, jak płótno artysty, była gładka dla nowych historii malowanych.

Thoughts? Leave a comment